wtorek, 2 sierpnia 2011

Duszanbińskie Beverly Hills

Minęło dziesięć dni od mojego przylotu do Duszanbe. Zameldowałam się na duszanbińskim Beverly Hills. To północna część miasta wzdłuż ulicy Rudaki, gdzie nie ma bloków, ale są prywatne domy z podwórkami za wielkimi płotami. Dookoła są ambasady i uniwersytety, park botaniczny. Jest tu czysto, na ogół jest woda i prąd, do dzielnicy spływa z gór chłodne powietrze, co jest nie do przecenienia. Nic dziwnego, że jest to miejsce popularne wśród obcokrajowców, całe domy wynajmowane są pracownikom ambasad czy organizacji.

Wybór Beverly Hills podyktowany jest raczej bliskością do dwóch biur w których pracuję i dobrą ceną za wynajem pokoju. Bo niestety ceny w kraju poszły ostro w górę od kiedy za litr benzyny trzeba płacić 1,5$ (wszystkiemu winna Rosja i Uzbekistan jak zawsze, o czym może w innym poście).

Zameldowałam się u znajomej rodziny. Nie byle jakiej rodziny – bo samarkandzkiej! Tzn. rodzice gospodarzy urodzili się w Samarkandzie, co wystarczy by mówić o sobie „samarkandzki”. (Przypominam, że Samarkanda i Buchara, czyli tadżycka kolebka kultury i rozwoju leżą w Uzbekistanie). Samarkandzki, czyli "prawdziwy".

W przeciwieństwie do poprzednich lat zdecydowałam się na mieszkanie z tadżycką rodziną i jak na razie jest to super. Nauczyłam się liczyć po tadżycku i poznałam parę zwrotów. I nie chodzę głodna, martwią się o mnie kiedy wracam późno do domu, mówią do mnie „córko” – głównie biedna Nudira (gospodyni), która ma czterech synów.
Alik (gospodarz, niezwykle mądry i inteligentny) szczególnie zaangażował się w mój rozwój tutaj, chce żebym nauczyła się jak najwięcej o kraju i kulturze więc np. uczy mnie tadżyckiego, czyta mi Koran i wyjaśnia zawiłości islamu. Ponadto Alik był ze mną też w katolickim kościele. Konkluzje z naszych debat są pozytywne.

Osiemnastoletniego Sobira uczę trochę polskiego, bo chce wyjechać na granicę na studia i rozważa przyjazd do nas (podziękowania dla VivyPolska, która dociera do TJ i propaguje polską kulturę). Z najmłodszym dziewięcioletnim Manu chodzimy wieczorami na rowery. Nudira uczy mnie gotować. Wot i tak mi czas płynie z nimi jak już wrócę z biur. Są jeszcze Irańczycy (znajomi sprzed dwóch lat), Francuzi, Niemcy i trochę Polaków, którzy są chwilę w Duszanbe, a potem jadą w góry. Do tej pory nasz dom nawiedziło 10 Polaków i nie zapowiada się, że to koniec:) Przybywajcie licznie!

W Tadżykistanie jest obecnie bardzo, bardzo gorąco. Padają rekordowe temperatury, służba hydrometeorologiczna krzyczy, że topnieją górskie lodowce i jest zagrożenie lawinami błotnymi. Gorączka panuje również na ulicach Duszanbe. 10 września kraj obchodzi 20lecie niepodległości i z tej okazji: wymieniono nawierzchnię ulicy Rudaki, wyburzono blok w centrum miasta pod fontanny (podobno uwinęli się w trzy miesiące), buduje się nowy park, stawiane są nowe wieżowce w centrum (mają po 24 piętra).
Ponadto kończy się budować biblioteka na 8 mln książek, a 10 września flaga kraju zawiśnie na najwyższym maszcie świata – 165 metrów wysokości (do tej pory najwyższy masz miał Turkmenistan). Wszędzie sporo policji i żołnierzy, którzy ćwiczą przed pochodem i blokują ulice.

Ponadto wraz z 1 sierpnia rozpoczął się Ramadan, czyli miesięczny post. Poszczący od wschodu do zachodu słońca nie piją i nie jedzą, modlą się 5 razy dziennie. O dziwo sporo ludzi pości (z tego co wiem, jeszcze parę lat temu nie było to takie powszechne). W biurze, w którym pracuję poszczą wszyscy. W domu – tylko Alik, który jest chory i najmłodszy Manu nie poszczą. Ja chcąc nie chcąc też jem mniej. Interesujące są te obserwacje. Rano Nudira i jej synowie wstają przed wschodem słońca i jedzą. To ma im wystarczyć na cały dzień (wody również nie można pić). Wieczorem, o ściśle określonej godzinie (jest specjalny kalendarz) siadamy wszyscy do kolacji, rodzina się modli i zaczyna się wielkie jedzenie. Pierwsze dni postu są bardzo trudne, ludzie zasypiają w pracy, są zmęczeni itp. Podobno już za tydzień będzie lepiej, przywykną.

Z ciekawszych spraw: prezydent zakazał używania telefonów komórkowych w szkołach i na studiach, bo dochody operatorów komórkowych z samych smsów przekraczają jakąś zawrotną sumę jak na tak mały i biedny kraj. Druga wersja jest taka, że korzystanie w nadmiarze szkodzi dzieciom i młodzieży, więc to w trosce o ich zdrowie. Jeszcze inna wersja mówi o konflikcie na linii Ministerstwo Łączności – operatorzy. Nie wiem jak się uczniowie do tego stosują. Komórki są nie mniej popularne niż Polsce, powszechne jest posiadanie więcej niż jednej karty SIM a operatorów komórkowych mają 12 (!) więc jest to ogromny biznes. Nawet ja mam jedną SIM kartę, z której wysyłam SMSy do Polski po 15 groszy.

Oprócz napięć na linii Duszanbe-Taszkent i Duszanbe-Moskwa, podwyżek cen, coraz częstszych hidżabów na ulicach można zaobserwować inne interesujące zjawiska w regionie. Chociażby takie, że jeden ze szczytów Tien Szan w Kirgistanie został nazwany szczytem Władimira Putina….

Także dzieje się, dzieje… Trochę zdjęć wrzuciłam do galerii i postaram się pisać więcej.

Pozdrawiam wszystkich i każdego z osobna:)!

4 komentarze:

  1. No i pięknie. Super pobyt się zapowiada. Chłoń ten Islam, to mi potem wszystko opowiesz o tym Tadżyckim.
    Buźka :*

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Zamiast chłonąć islam propaguj chrześnijaństwo.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Chłonięcie islamu i nauka o innej religii i kulturze wcale nie musi oznaczać zrzekania się własnej. Propagowanie chrześcijaństwa na siłę przyniesie zapewne skutek odwrotny od zamierzonego.

    OdpowiedzUsuń na zawsze